Dziękuję za odwiedziny, choć mam cichą nadzieję, że jeszcze się tu spotkamy.
Wszystkie zdjęcia i prace, które tu publikuję, są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, zawsze o tym informuję.
Jeśli chcesz je wykorzystać, podaj proszę ich źródło. Dziękuję.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noc kairu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noc kairu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2015

Carlota

Kolczyki lekko zwariowane, ale i osoba, której się zamarzyły do ułożonych nie należy :) W tym pozytywnym znaczeniu, rzecz jasna :)



I oczywiście swoje odleżały, żaby pokazać się światu :)
To już jednak chyba ostatni z moich zaległych tworów; jeszcze kilka drobiazgów powstało, ale nie doczekało się fotografii :(
Czekam na wenę i czas, aby pobawić się troszkę koralikami :)



Z tym może być jednak różnie, choć dwa zamówienia w drodze, więc chęci są :)

Otóż spieszę Wam donieść, iż nasza rodzina znów się powiększyła :)
Tym razem do naszego stadka dołączyła ... mała misia :)


Nasz wymarzony niedźwiadek dołączył do nas 3 tygodnie temu i świat zakręcił mi się teraz wokół tego dzidziusia :)
Uwierzcie mi, iż ze szczeniakiem jest tyle roboty, co z małym dzieckiem :) Oka nie można spuścić ;)
Luna (bo tak ma na imię nasz "bobasek") szybko jednak rośnie i przyznam, że z niecierpliwością czekam na czas, kiedy przestanie wszystko i wszystkich gryźć :)
Niemniej jednak jest cudnym psiakiem i zaprząta nam cały wolny czas :)

Pozdrawiam wszystkich ciepło i serdecznie, dziękując, iż o mnie pamiętacie :)

poniedziałek, 6 lipca 2015

Aleksandria

Naszyjnik dzisiejszy to drugie życie kamienia mojej koleżanki - od lat trzymała zawieszoną na łańcuszku Noc Kairu i nie miała do niego zbyt przyjaznych uczuć.
Poprosiła mnie, aby tchnąć w ten kamyczek nowe życie i tak oto powstał wisior w fioletowo-zielonych barwach, z centralnym, błyszczącym i migoczącym kamyczkiem.



Wisiorek zawiesiłam póki co na srebrnym łańcuszku, jaki pozostał w spadku po jego dawnej wersji; myślę jednak, że pasować do niego mógłby i rzemyk, i sznurek, a także łańcuszek w kolorze antycznego złota.
Tę decyzję pozostawię jednak jego właścicielce - sama będzie wiedziała w czym czuje się najlepiej :)


Tył pracy podszyłam śliwkową sztuczną skórką.
Cudownie kontrastuje ona z zielonymi koralikami z frontowej części, a i uzupełnia się z fioletami, jakie dominują w wisiorku :)


Nadal odczuwam ciągły brak czasu, sił i weny, zatem nie tworzę już tyle biżuterii, co wcześniej.
Z tego miejsca zapewniam jednak koleżanki, które wygrały w zabawie "podaj dalej", iż pamiętam o Was cały czas, ale jeszcze troszkę chwil mi potrzeba, aby paczuszki mogły polecieć w świat :)

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie :)

czwartek, 17 października 2013

Back to school :)

Połączenie bieli i granatu chyba już na zawsze pozostanie dla mnie symbolem szkolnego fartuszka, jaki w zamierzchłych czasach przyszło mi nosić. Fartuszek to była czysta klasyka, czyli wór, z patencikiem na plecach, z tkaniny, której nic - może poza wybuchem bomby atomowej - nie było w stanie zniszczyć (żeby chociaż jakaś dziurka się wydarła, a tu nic). Ale kołnierzyk niczego sobie - bardzo ładnie wyhaftowany przez moją mamę. Później pewnie rzucili w domu handlowym nową serię towaru i trafił mi się bardzo dziewczęcy fason - z falbankami, wiązany w pasie na kokardę, podkreślający subtelnie talię 8, czy 9-latki, no i w groszki :) To było coś!

Ale - co by nie mówić - biel i granat to połączenie eleganckie i w takim właśnie zestawie barw miałam się poruszać przy tym zamówieniu.


Powstały więc kolczyki będące wariacją wzoru Joy!


Z delikatnie migoczącym efektem za sprawą pastylek nocy kairu


Oraz sznurkowa bransoletka - kumihimo



I tradycyjnie już komplecik ten posyłam na jesienne wyzwanie kolorystyczne :)
Ten tydzień należy właśnie do granatu - koloru ciemnych, burzowych chmur jesieni :)
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za moc miłych komentarzy pod poprzednim postem :)
Kolejny twór haftowany na pewno pojawi się wkrótce :)
Miłego dnia!

piątek, 28 grudnia 2012

Small thing

Małe, jak się okazuje, wcale nie znaczy łatwe :).
Te maleńkie - jak na sutasz oczywiście - kolczyki to moje pierwsze sztyfty. Przyznam, że ciężko się manewruje zawijaskami w przypadku niewielkich koraliczków. Niemniej jednak jakoś się to wszystko udało, choć okazuje się, że ja zdecydowanie wolę wersje dyndające. Tym samym maleństwa trafiły na inne uszy i z tego co wiem - dobrze im tam :)

P. S. Postanowiłam też zmienić nieco szatę graficzną bloga. W końcu doszło do porozumienia między szablonami, z których korzystam a moimi oczekiwaniami. Teraz wydaje mi się bardziej przejrzysty.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających
 i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)