Po raz pierwszy sięgnęłam po koraliki miyuki i ... muszę przyznać, że jednak wolę toho :)
Co prawda kolorki tychże koralików są naprawdę urocze (nazwy zresztą również - white funky apple; white funky blue, etc) i rozmiarem nie odbiegają od toho właśnie (tutaj dosypałam czerwonych, żółtych i różowych toho), to jednak nie przekonują mnie w 100%.
Powód pierwszy: już po dokonaniu zakupu doczytałam, że mogą się ścierać. To niedobrze :(
Powód drugi: w paczuszce swej są posklejane - z reguły łatwo je rozdzielić, niemniej jednak mnie to przeszkadzało.
Gwoli prezentacji - wykonałam wisior, złożony z kulki koralikowej oraz kulek howlitu i chwosta. Moją niedoścignioną inspiracją był ten cudowny, wspaniały i jedyny w swoim rodzaju wisior Kasi.
Jak widać była to bardzo luźna inspiracja :D
Kulki zawiesiłam na długaśnym sznurku i wyplotłam uniwersalne zapięcie.
A kulkę z koralików, kochani, sobie wyszydełkowałam! A co :)
Oczywiście nigdy bym się za to przedsięwzięcie nie wzięła, gdyby nie kopniak w postaci szeregu cudnej urody kulek Asi , która na dodatek podzieliła się ze mną cennymi wskazówkami, za co niezmiernie jej dziękuję :)
Kulka moja nie jest może idealna, ale pierwsze koty za płoty :)
A do kompletu powstała jeszcze multikolorowa, owocowa bransoletka, zwieńczona kulką howlitu :)
Pozdrawiam wszystkich wiosennie i słonecznie :)