Naszyjnik dzisiejszy to drugie życie kamienia mojej koleżanki - od lat trzymała zawieszoną na łańcuszku Noc Kairu i nie miała do niego zbyt przyjaznych uczuć.
Poprosiła mnie, aby tchnąć w ten kamyczek nowe życie i tak oto powstał wisior w fioletowo-zielonych barwach, z centralnym, błyszczącym i migoczącym kamyczkiem.
Wisiorek zawiesiłam póki co na srebrnym łańcuszku, jaki pozostał w spadku po jego dawnej wersji; myślę jednak, że pasować do niego mógłby i rzemyk, i sznurek, a także łańcuszek w kolorze antycznego złota.
Tę decyzję pozostawię jednak jego właścicielce - sama będzie wiedziała w czym czuje się najlepiej :)
Tył pracy podszyłam śliwkową sztuczną skórką.
Cudownie kontrastuje ona z zielonymi koralikami z frontowej części, a i uzupełnia się z fioletami, jakie dominują w wisiorku :)
Nadal odczuwam ciągły brak czasu, sił i weny, zatem nie tworzę już tyle biżuterii, co wcześniej.
Z tego miejsca zapewniam jednak koleżanki, które wygrały w zabawie "podaj dalej", iż pamiętam o Was cały czas, ale jeszcze troszkę chwil mi potrzeba, aby paczuszki mogły polecieć w świat :)
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie :)
Dziękuję za odwiedziny, choć mam cichą nadzieję, że jeszcze się tu spotkamy.
Wszystkie zdjęcia i prace, które tu publikuję, są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, zawsze o tym informuję.
Jeśli chcesz je wykorzystać, podaj proszę ich źródło. Dziękuję.
Wszystkie zdjęcia i prace, które tu publikuję, są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, zawsze o tym informuję.
Jeśli chcesz je wykorzystać, podaj proszę ich źródło. Dziękuję.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zieleń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zieleń. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 lipca 2015
środa, 25 marca 2015
Na zielono, znów :)
Czas zetrzeć kurz z bloga :) Niestety po tak długiej przerwie nie błysnę niczym ekstra, nowym i zaskakującym, wręcz przeciwnie - kotlet będzie odgrzewany :)
Albowiem stało się - popełniłam drugi lariat, w tym samym zielonym kolorze, z tych samych koralików w wersji hex metalic iris green brown.
Aby jednak nadać mu odmiennego charakteru, zaopatrzony został w końcówki złożone z listków.
Z czystym sumieniem mogę się więc obronić i stwierdzić, iż taki sam jak jego bliźniaczek jednak nie jest :)
Naszyjnik zakończony listkami też już co prawda zrobiłam, ale tym razem listków jest ciut więcej i są w słusznym dla siebie kolorze.
Jak każdy lariat można go będzie nosić na wiele sposobów - pole do popisu jest ogromne i wierzę, że jego przyszła właścicielka znajdzie swój ulubiony :)
Pozdrawiam wszystkich, którzy nie zapomnieli o moim istnieniu niezwykle ciepło, a tym którzy zapomnieli, przypominam się z wiosennym uśmiechem na ustach :)
Witaj wiosno!!!
Albowiem stało się - popełniłam drugi lariat, w tym samym zielonym kolorze, z tych samych koralików w wersji hex metalic iris green brown.
Aby jednak nadać mu odmiennego charakteru, zaopatrzony został w końcówki złożone z listków.
Z czystym sumieniem mogę się więc obronić i stwierdzić, iż taki sam jak jego bliźniaczek jednak nie jest :)
Naszyjnik zakończony listkami też już co prawda zrobiłam, ale tym razem listków jest ciut więcej i są w słusznym dla siebie kolorze.
Jak każdy lariat można go będzie nosić na wiele sposobów - pole do popisu jest ogromne i wierzę, że jego przyszła właścicielka znajdzie swój ulubiony :)
Pozdrawiam wszystkich, którzy nie zapomnieli o moim istnieniu niezwykle ciepło, a tym którzy zapomnieli, przypominam się z wiosennym uśmiechem na ustach :)
Witaj wiosno!!!
poniedziałek, 3 listopada 2014
Wpakowałam się w trójkąty ;)
Na szczęście tylko koralikowe :)
Pierwszy we fioletach :)
W zasadzie to ciężko się tu chyba na tych zdjęciach fioletu dopatrzeć. Zauważyłam taką prawidłowość, że niezbyt dobrze wychodzą mi fotografie fioletowych rzeczy właśnie.
Ten ciemny to amethyst gun - ulubiony. Jaśniejszy to taki pudrowy, jasny fioleto-róż (niestety nie pamiętam nazwy), a "srebro" to permament finish galvanized lilac - dla jasności lilac to tylko pod światło; w normalnych warunkach wygląda jak srebrny, po prostu.
Rzemyk również fioletowy :)
Drugi w ukochanych zieleniach - pine green, sour apple, silver lined olivine oraz srebrzysty permament finish galvanized sea foam
Oczywiście rzemyk zielony, a końcówki których nie widać również oplecione :)
I trzeci w pomarańczach - Permanent Finish - Galvanized Saffron w wersji metalic i mat oraz terra cota
Pomarańczowy powstał na zamówienie (co prawda jeszcze nie odebrane, ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu).
Jak większość z Was nie lubię powtarzać swoich prac. Dlatego gdy zostałam poproszona o stworzenie takiego samego trójkąta od razu zaznaczyłam, że taki sam nie będzie :)
Miał być skompletowany z bransoletką
Zrobiłam więc cieniowaną bransoletkę z trzech kolorków, użytych w trójkącie (według wzoru autorstwa Asi)
Okazało się, że ten trójkąt jest znacznie większy od swojego pierwowzoru
I jeszcze wszystkie trzy w komplecie.
Chyba zrobię jeszcze jakiś - z szydełkiem mi ostatnio nie po drodze :) O czasie nie wspomnę ...
Wzory oczywiście ze skarbnicy Annabel
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i przypominam, iż do zakończenia kasztanowego wyzwania zostało już tylko kilka dni :)
Miłego dnia :)
Pierwszy we fioletach :)
W zasadzie to ciężko się tu chyba na tych zdjęciach fioletu dopatrzeć. Zauważyłam taką prawidłowość, że niezbyt dobrze wychodzą mi fotografie fioletowych rzeczy właśnie.
Ten ciemny to amethyst gun - ulubiony. Jaśniejszy to taki pudrowy, jasny fioleto-róż (niestety nie pamiętam nazwy), a "srebro" to permament finish galvanized lilac - dla jasności lilac to tylko pod światło; w normalnych warunkach wygląda jak srebrny, po prostu.
Rzemyk również fioletowy :)
Drugi w ukochanych zieleniach - pine green, sour apple, silver lined olivine oraz srebrzysty permament finish galvanized sea foam
Oczywiście rzemyk zielony, a końcówki których nie widać również oplecione :)
I trzeci w pomarańczach - Permanent Finish - Galvanized Saffron w wersji metalic i mat oraz terra cota
Pomarańczowy powstał na zamówienie (co prawda jeszcze nie odebrane, ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu).
Jak większość z Was nie lubię powtarzać swoich prac. Dlatego gdy zostałam poproszona o stworzenie takiego samego trójkąta od razu zaznaczyłam, że taki sam nie będzie :)
Miał być skompletowany z bransoletką
Zrobiłam więc cieniowaną bransoletkę z trzech kolorków, użytych w trójkącie (według wzoru autorstwa Asi)
Okazało się, że ten trójkąt jest znacznie większy od swojego pierwowzoru
I jeszcze wszystkie trzy w komplecie.
Chyba zrobię jeszcze jakiś - z szydełkiem mi ostatnio nie po drodze :) O czasie nie wspomnę ...
Wzory oczywiście ze skarbnicy Annabel
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i przypominam, iż do zakończenia kasztanowego wyzwania zostało już tylko kilka dni :)
Miłego dnia :)
sobota, 7 czerwca 2014
Długi jest, i jest zielony, ten mój lariat wymarzony :)
Trwało to dłuuuuuugo, ale mam - swój własny, osobisty, długaśny na około 130 cm lariat :)
Wykonany w całości z toho hex metallic iris green brown, które ciężko mi było sfotografować, wykończony koralikowymi frędzelkami.
Można go motać na wiele sposobów, ja najbardziej lubię te wersje:
Instrukcję jak wiązać lariaty znaleźć można tutaj
Lariat mój wylądował we własnoręcznie zrobionym, a właściwie ozdobionym pudełku, które tworzy komplet 3 sztuk (na zdjęcie nie załapała się najmniejsza sztuka). Decoupage to nie do końca moja bajka, ale czasami lubię się nim troszkę pobawić :)
Miłego, słonecznego weekendu :)
Wykonany w całości z toho hex metallic iris green brown, które ciężko mi było sfotografować, wykończony koralikowymi frędzelkami.
Można go motać na wiele sposobów, ja najbardziej lubię te wersje:
- Złożony na pół i przeciągnięty przez supełek
- Kilkakrotnie zaplątany supeł
- Oraz kilkakrotne oplątanie wokół własnej osi
Instrukcję jak wiązać lariaty znaleźć można tutaj
Lariat mój wylądował we własnoręcznie zrobionym, a właściwie ozdobionym pudełku, które tworzy komplet 3 sztuk (na zdjęcie nie załapała się najmniejsza sztuka). Decoupage to nie do końca moja bajka, ale czasami lubię się nim troszkę pobawić :)
niedziela, 13 kwietnia 2014
Disappointment
Naszyjnik, który dzisiaj pokażę rodził się bardzo długo, ale koniec końców jakiś czas temu udało mi się go skończyć.
Dedykuję go Kasi, dzięki której posiada taką zmyślną krawatkę i wszystkim osobom, które ostatnimi czasy stwierdziły, że ... dziwny jest ten świat i poczuły się lekko nim rozczarowane ;)
Przechodząc do rzeczy - serce tego wisiora to piękny jadeit, opleciony koralikami w kolorze metalic iris green brown. Dodałam mu gdzieniegdzie parę koralików fire polish, które zawisły również na frędzlach.
Na frędzlach powiesiłam też kryształki bicone w fioletowym kolorze, który dla mnie cudownie wygląda z zielenią.
Zawiesiłam swój wisior na naszyjniku - żmijce, którego odcień akurat bardzo dobrze koresponduje z kamieniem.
Ula, dziękuje Ci za pomoc w znalezieniu żmijek :)
Tył podszyłam oliwkową ekoskórką - jakże żałuję, że nie miałam jej w fioletowym kolorze!
Dodam jeszcze, że ewentualne wszelkie podobieństwo do prac koralikowych wykonanych już na świecie i we wszechświecie przez kogokolwiek jest przypadkowe. Nie inspirowałam się żadną konkretną pracą - naszyjnik ten wykonałam według własnego, spontanicznego i w sumie bardzo prostego pomysłu, korzystając z ogólnodostępnych materiałów i technik, inspirując się kształtem kamienia, zamiłowaniem do frędzli i uwielbieniem dla zieleni. Dopuszczam możliwość, że ktoś już kiedyś na świecie i we wszechświecie mógł podobną pracę wykonać i może podobną wykonać w przyszłości - owalny jadeit lub jakikolwiek inny kamień, haft koralikowy, fire polish, frędzle, łańcuszek i krawatka nie są produktami strzeżonymi przez NASA ;)
Pozdrawiam wszystkich ciepło :)
Dedykuję go Kasi, dzięki której posiada taką zmyślną krawatkę i wszystkim osobom, które ostatnimi czasy stwierdziły, że ... dziwny jest ten świat i poczuły się lekko nim rozczarowane ;)
Przechodząc do rzeczy - serce tego wisiora to piękny jadeit, opleciony koralikami w kolorze metalic iris green brown. Dodałam mu gdzieniegdzie parę koralików fire polish, które zawisły również na frędzlach.
Na frędzlach powiesiłam też kryształki bicone w fioletowym kolorze, który dla mnie cudownie wygląda z zielenią.
Zawiesiłam swój wisior na naszyjniku - żmijce, którego odcień akurat bardzo dobrze koresponduje z kamieniem.
Ula, dziękuje Ci za pomoc w znalezieniu żmijek :)
Tył podszyłam oliwkową ekoskórką - jakże żałuję, że nie miałam jej w fioletowym kolorze!
Dodam jeszcze, że ewentualne wszelkie podobieństwo do prac koralikowych wykonanych już na świecie i we wszechświecie przez kogokolwiek jest przypadkowe. Nie inspirowałam się żadną konkretną pracą - naszyjnik ten wykonałam według własnego, spontanicznego i w sumie bardzo prostego pomysłu, korzystając z ogólnodostępnych materiałów i technik, inspirując się kształtem kamienia, zamiłowaniem do frędzli i uwielbieniem dla zieleni. Dopuszczam możliwość, że ktoś już kiedyś na świecie i we wszechświecie mógł podobną pracę wykonać i może podobną wykonać w przyszłości - owalny jadeit lub jakikolwiek inny kamień, haft koralikowy, fire polish, frędzle, łańcuszek i krawatka nie są produktami strzeżonymi przez NASA ;)
Pozdrawiam wszystkich ciepło :)
poniedziałek, 10 lutego 2014
Pinus
Komplet, który dzisiaj pokażę zrobiłam już jakiś czas temu :) I całe szczęście, że mam kilka takich prostych wytworów w zanadrzu, gdyż nowości póki co brak :(
Nadal nie jestem w stanie zabrać się do roboty, ale mam nadzieję, że to niedługo się skończy. W międzyczasie próbowałam stworzyć coś ekstra na wyzwanie karnawałowe, teraz dumam nad czerwienią w Rozkręconych Myślach, ale nie wiem, czy wyniknie z tego coś po pierwsze fajnego, a po drugie, czy cokolwiek wyniknie.
Tak więc, abyście o mnie nie zapomniały i nie myślały, że leń jestem, pokazuję dziś zieloności :)
Bransoletka według wspomnianego już przeze mnie wzoru, który tutaj jest przynajmniej widoczny :)
I kolczyki ze znanej już serii - mam do nich słabość :)
Pozdrawiam ciepło :)
EDIT: Ponieważ zieleń to kolor optymizmu, zgłaszam ten komplet na wyzwanie do Leniuszkowa
Beatko, dzięki za przypomnienie :)
Optymizmu i radości bardzo mi teraz brakuje - przez jedną, wydawałoby się dobrą decyzję, mam teraz sporo kłopotów, które chyba nie znajdą szczęśliwego happy endu. Niemniej jednak - coco jumbo i do przodu.
Nadal nie jestem w stanie zabrać się do roboty, ale mam nadzieję, że to niedługo się skończy. W międzyczasie próbowałam stworzyć coś ekstra na wyzwanie karnawałowe, teraz dumam nad czerwienią w Rozkręconych Myślach, ale nie wiem, czy wyniknie z tego coś po pierwsze fajnego, a po drugie, czy cokolwiek wyniknie.
Tak więc, abyście o mnie nie zapomniały i nie myślały, że leń jestem, pokazuję dziś zieloności :)
Bransoletka według wspomnianego już przeze mnie wzoru, który tutaj jest przynajmniej widoczny :)
I kolczyki ze znanej już serii - mam do nich słabość :)
Pozdrawiam ciepło :)
EDIT: Ponieważ zieleń to kolor optymizmu, zgłaszam ten komplet na wyzwanie do Leniuszkowa
Beatko, dzięki za przypomnienie :)
Optymizmu i radości bardzo mi teraz brakuje - przez jedną, wydawałoby się dobrą decyzję, mam teraz sporo kłopotów, które chyba nie znajdą szczęśliwego happy endu. Niemniej jednak - coco jumbo i do przodu.
wtorek, 3 grudnia 2013
Gaudium
Przyznam, że lubię kolory; mocne i wyraziste barwy, które kipią energią i życiem. Ostatnio jednak, jakoś ich mi w moich pracach brakowało. Dlatego cieszę się, że zostałam zmobilizowana do stworzenia naszyjnika w letnich, radosnych barwach, z zastrzeżeniem, że ma być dużo turkusu :)
Jak jednak widzicie za bardzo nie poszalałam, ale kolor, radość i energia są :) A tego chyba ostatnio zaczyna nam powoli brakować :)
Przede wszystkim chyba o radość właśnie mi dzisiaj chodzi. Taką szczerą, niewymuszoną, spontaniczną. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach coraz mniej rzeczy nas już chyba cieszy (a przynajmniej coraz więcej wokół nas maruderów). Dawniej człowiek szalał z radości, jak kawałek dobrej czekolady zjadł, stylowego i nowego (czytaj nie z odzysku) ciucha dostał, czy po prostu kupił sobie za własne, zaoszczędzone pieniądze jakiś wyczesany kosmetyk (bynajmniej nie mam tu na myśli lakieru do włosów, ale co najmniej biały dezodorant Lumene - ciekawe, czy któraś z Was też znała i lubiła ten zapach).
Dzisiaj wszystko mieć możemy - czekoladę, kiedy zechcemy; ciucha, jak nas stać; perfumy - do wyboru, czy kolory, choć tu też zasobność portfela się liczy ...
Ale czy tak szczerze się z nich cieszymy? Chyba nie mamy nawet na to czasu.
A może jednak się mylę - w końcu tuż przed zaśnięciem pewnie niejedna z nas robi bilans dnia i znajduje te małe i większe radości.
Oby było ich jak najwięcej!
Wisior wykonałam według znalezionego w sieci projektu - niestety nie pamiętam, gdzie na ten wzór natrafiłam, gdyż zapisałam sobie tylko obrazek
Moja wersja jest delikatnie zmodyfikowana, niemniej jednak główne założenia oryginału spełnia
Życząc wesołego i spokojnego wieczoru, pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło :)
Jak jednak widzicie za bardzo nie poszalałam, ale kolor, radość i energia są :) A tego chyba ostatnio zaczyna nam powoli brakować :)
Przede wszystkim chyba o radość właśnie mi dzisiaj chodzi. Taką szczerą, niewymuszoną, spontaniczną. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach coraz mniej rzeczy nas już chyba cieszy (a przynajmniej coraz więcej wokół nas maruderów). Dawniej człowiek szalał z radości, jak kawałek dobrej czekolady zjadł, stylowego i nowego (czytaj nie z odzysku) ciucha dostał, czy po prostu kupił sobie za własne, zaoszczędzone pieniądze jakiś wyczesany kosmetyk (bynajmniej nie mam tu na myśli lakieru do włosów, ale co najmniej biały dezodorant Lumene - ciekawe, czy któraś z Was też znała i lubiła ten zapach).
Dzisiaj wszystko mieć możemy - czekoladę, kiedy zechcemy; ciucha, jak nas stać; perfumy - do wyboru, czy kolory, choć tu też zasobność portfela się liczy ...
Ale czy tak szczerze się z nich cieszymy? Chyba nie mamy nawet na to czasu.
A może jednak się mylę - w końcu tuż przed zaśnięciem pewnie niejedna z nas robi bilans dnia i znajduje te małe i większe radości.
Oby było ich jak najwięcej!
Wisior wykonałam według znalezionego w sieci projektu - niestety nie pamiętam, gdzie na ten wzór natrafiłam, gdyż zapisałam sobie tylko obrazek
Moja wersja jest delikatnie zmodyfikowana, niemniej jednak główne założenia oryginału spełnia
czwartek, 7 listopada 2013
Silva
Leśny wisior - naszyjnik, którego głównym bohaterem jest uwielbiany przeze mnie serpentynit :)
Lubię las. To miejsce wyjątkowe i magiczne. Chyba nie ma osoby, która obojętnie wsłuchiwałaby się w szum koron drzew i tajemniczych zgrzytów, trzasków i szelestów, jakie towarzyszą spokojnej wędrówce po leśnych traktach. Jest w tym coś niesamowitego - pięknego i trwożnego jednocześnie.
Ale... czasami w lesie mogą się przytrafić i sytuacje zabawne, niewiele mające wspólnego z magią i baśniowymi skojarzeniami. Dla przykładu - grzybobranie z hasłem "Cezar" na wypadek zaginięcia. Hasło brzmiało niczym imię męskie tudzież psie i - w związku z tym, jak się później okazało - w ogóle nie wywoływało odruchu pomocy :) Ot, po prostu kolejny "miszcz" grzybobrania, któremu zginął piesek :) A tu człowiek drze się, ile sił w płucach, licząc, że go ktoś usłyszy i wskaże kierunek do głównej drogi, lub północ chociażby.
Macie ochotę na wspólną wędrówkę?
Użyłam: toho 11/0 w kolorach matte color dark olive oraz opaque shamrock; toho 8/0 opaque frosted pine green; toho 15/0 w kolorach opaque pine green oraz metallic iris green - brown; rula aquamarine - picasso
Ale lasy to nie tylko nasze krajowe piękności (choć tylko w takich przyszło mi się poruszać).
To także połacie lasów tropikalnych, w tym bezkresne lasy deszczowe Brazylii...
... dlatego też mój wisior zgłaszam na wyzwanie tematyczne Kreatywnego Kufra
W sumie dawno mnie tam nie było :)
Witam nowych obserwatorów i miłego wieczoru Wam wszystkim życzę :)
Lubię las. To miejsce wyjątkowe i magiczne. Chyba nie ma osoby, która obojętnie wsłuchiwałaby się w szum koron drzew i tajemniczych zgrzytów, trzasków i szelestów, jakie towarzyszą spokojnej wędrówce po leśnych traktach. Jest w tym coś niesamowitego - pięknego i trwożnego jednocześnie.
Ale... czasami w lesie mogą się przytrafić i sytuacje zabawne, niewiele mające wspólnego z magią i baśniowymi skojarzeniami. Dla przykładu - grzybobranie z hasłem "Cezar" na wypadek zaginięcia. Hasło brzmiało niczym imię męskie tudzież psie i - w związku z tym, jak się później okazało - w ogóle nie wywoływało odruchu pomocy :) Ot, po prostu kolejny "miszcz" grzybobrania, któremu zginął piesek :) A tu człowiek drze się, ile sił w płucach, licząc, że go ktoś usłyszy i wskaże kierunek do głównej drogi, lub północ chociażby.
Macie ochotę na wspólną wędrówkę?
Tył podszyłam zielono-oliwkową ekoskórką, całość zawieszona na zielonym rzemyku, z możliwością regulacji
Użyłam: toho 11/0 w kolorach matte color dark olive oraz opaque shamrock; toho 8/0 opaque frosted pine green; toho 15/0 w kolorach opaque pine green oraz metallic iris green - brown; rula aquamarine - picasso
Ale lasy to nie tylko nasze krajowe piękności (choć tylko w takich przyszło mi się poruszać).
To także połacie lasów tropikalnych, w tym bezkresne lasy deszczowe Brazylii...
... dlatego też mój wisior zgłaszam na wyzwanie tematyczne Kreatywnego Kufra
W sumie dawno mnie tam nie było :)
Witam nowych obserwatorów i miłego wieczoru Wam wszystkim życzę :)
niedziela, 29 września 2013
Otoño verde
Naszyjnik ten powstawał długo i bardzo boleśnie, ale koniec końców udało mi się z nim uporać.
Jest dla mnie wyjątkowy z dwóch powodów. Pierwszy to fakt, że powstawał w prezencie urodzinowym dla mojej siostry. Tu wypada mi się przyznać, iż siostra ma urodziny obchodzi w początkach sierpnia, a dostała go początkiem września, więc bolesność jego powstawania ma w tym fakcie znamienny dowód.
Powód drugi - sznur to herringbone. Czyli technika, której od dawna zamierzałam "skosztować", a udało się z nią uporać właśnie teraz. Myli się jednak ktoś, kto pomyśli, że szło mi zgodnie z instrukcją. Niestety - schemat do wykonania twisted herringbone stich nie okazał się dla mego umysłu zbyt łatwy, więc robiłam go po swojemu. Na okrętkę, dłużej i pewnie utrudniłam sama sobie życie, ale liczy się efekt :)
Bez zbędnych słów przedstawiam Wam zatem klimaty jesieni w zieleni:
Element sutaszowy jak zwykle prosty i delikatny - z zazdrością patrzę, jak niektóre dziewczyny meandrują zawijaskami :) Ja jednak zawsze stawiam na minimalizm :) I nawet jak czasem coś pokombinuję, to zawsze pruję i zostawiam wersję light ;)
Tak się jakoś składa, że na wyzwanie jesienne zgłaszam często elementy wiszące. Chyba muszę się poprawić od następnego koloru :)
Ale póki co z zielenią jestem gotowa już jakiś czas, więc wyjścia nie mam :)
Pochwalę się jeszcze - mój ostatni naszyjnik zdobył wyróżnienie :)
I miło mi powitać kolejnych podglądaczy :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Jest dla mnie wyjątkowy z dwóch powodów. Pierwszy to fakt, że powstawał w prezencie urodzinowym dla mojej siostry. Tu wypada mi się przyznać, iż siostra ma urodziny obchodzi w początkach sierpnia, a dostała go początkiem września, więc bolesność jego powstawania ma w tym fakcie znamienny dowód.
Powód drugi - sznur to herringbone. Czyli technika, której od dawna zamierzałam "skosztować", a udało się z nią uporać właśnie teraz. Myli się jednak ktoś, kto pomyśli, że szło mi zgodnie z instrukcją. Niestety - schemat do wykonania twisted herringbone stich nie okazał się dla mego umysłu zbyt łatwy, więc robiłam go po swojemu. Na okrętkę, dłużej i pewnie utrudniłam sama sobie życie, ale liczy się efekt :)
Bez zbędnych słów przedstawiam Wam zatem klimaty jesieni w zieleni:
Element sutaszowy jak zwykle prosty i delikatny - z zazdrością patrzę, jak niektóre dziewczyny meandrują zawijaskami :) Ja jednak zawsze stawiam na minimalizm :) I nawet jak czasem coś pokombinuję, to zawsze pruję i zostawiam wersję light ;)
Ale póki co z zielenią jestem gotowa już jakiś czas, więc wyjścia nie mam :)
Pochwalę się jeszcze - mój ostatni naszyjnik zdobył wyróżnienie :)
I miło mi powitać kolejnych podglądaczy :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




