Dziękuję za odwiedziny, choć mam cichą nadzieję, że jeszcze się tu spotkamy.
Wszystkie zdjęcia i prace, które tu publikuję, są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, zawsze o tym informuję.
Jeśli chcesz je wykorzystać, podaj proszę ich źródło. Dziękuję.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolczyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolczyki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2015

Carlota

Kolczyki lekko zwariowane, ale i osoba, której się zamarzyły do ułożonych nie należy :) W tym pozytywnym znaczeniu, rzecz jasna :)



I oczywiście swoje odleżały, żaby pokazać się światu :)
To już jednak chyba ostatni z moich zaległych tworów; jeszcze kilka drobiazgów powstało, ale nie doczekało się fotografii :(
Czekam na wenę i czas, aby pobawić się troszkę koralikami :)



Z tym może być jednak różnie, choć dwa zamówienia w drodze, więc chęci są :)

Otóż spieszę Wam donieść, iż nasza rodzina znów się powiększyła :)
Tym razem do naszego stadka dołączyła ... mała misia :)


Nasz wymarzony niedźwiadek dołączył do nas 3 tygodnie temu i świat zakręcił mi się teraz wokół tego dzidziusia :)
Uwierzcie mi, iż ze szczeniakiem jest tyle roboty, co z małym dzieckiem :) Oka nie można spuścić ;)
Luna (bo tak ma na imię nasz "bobasek") szybko jednak rośnie i przyznam, że z niecierpliwością czekam na czas, kiedy przestanie wszystko i wszystkich gryźć :)
Niemniej jednak jest cudnym psiakiem i zaprząta nam cały wolny czas :)

Pozdrawiam wszystkich ciepło i serdecznie, dziękując, iż o mnie pamiętacie :)

niedziela, 23 sierpnia 2015

Where the wild roses grow...

Dzisiejsze twory powstały w bardzo długiej czasoprzestrzeni, jednakże mają jeden wspólny mianownik w postaci krwistej czerwieni dzikich róż w połączeniu z mroczną, ale jakże ponadczasową czernią.
Zacznę od bardziej dzikiej części - w roli głównej sutasz i skóra naturalna.



Do wykonania bransoletki użyłam gotowej skórzanej bazy, zapinanej na zatrzask.


Muszę przyznać, iż jest to świetny patent na proste, charakterne bransoletki - świetnie się komponują i z sutaszem, i na pewno z koralikowymi szaleństwami.

Naszyjnik natomiast to przycięty kawałek skóry, podklejony tekturką i podszyty alcantarą.


Zawieszony na czerwonym rzemyku, z tradycyjnie oplecionymi końcówkami.

Drugi z kompletów to kolczyki i bransoletka.



Motywem przewodnim są tu szklane kryształki i fire polish.


Po raz pierwszy używałam nie oryginalnych kryształków swarovskiego i muszę przyznać, iż poza ceną nie widzę różnicy.

Szczególnie dumna jestem natomiast z bransoletki, która powstała dzięki pomocnym radom i objaśnieniom Asi - Bluefairy.

Asiu, bardzo C dziękuję za Twoje kursy :)
Dzięki Tobie moja siostra dostała ode mnie urodzinowy prezent :)




I jeszcze rzut okiem, jak bransoletka prezentuje się na człowieku. Układa się miękko i delikatnie; pasuje idealnie :)


I to na razie tyle, choć pewne drobiazgi czekają jeszcze na swoją kolej, aby je tutaj zaprezentować.

Miłego wieczoru wszystkim życzę i pozdrawiam ciepło :)

środa, 6 maja 2015

Wymianka :)

Tak mi się szczęśliwie składa, że zawsze jestem zadowolona z wymianek, jakie urządzam sobie z blogowymi koleżankami :) Nie inaczej było też w przypadku mojej ostatniej akcji wymiankowej, którą przeprowadziłyśmy sobie z Elą :)
Było to tym bardziej miłe przedsięwzięcie, iż miałyśmy z Elą okazję spotkać się osobiście :)

Ela sprawiła mi ogromną radość, gdyż otrzymałam od niej biżutki śliczne i wymarzone, których sama sobie zrobić nie potrafię :)


Widać to zresztą na załączonym obrazku :) Same cuda :)

O cubicowym serduszku marzyłam od dawna. Tak się jednak składa, że ścieg ten jakoś nie bardzo chce mnie słuchać i nie potrafię się z nim rozliczyć :) Poprosiłam więc Elę, o takie właśnie cudeńko, w hematytowym, a więc uniwersalnym kolorze :)


Jest ono naprawdę niesamowite :) Miękkie, sprężyste i takie równiutkie!
Elu, jest idealne :)

Drugim skarbem, który skradł me serce są kolczyki :)


Śliczne, kolorowe, w sam raz na czyhające lato :) Boskie!

Z labradorytu powstanie naszyjnik - dla mnie :) Mam nadzieję, że w końcu wyjdę na prostą z czasem, weną i tym całym ambarasem, który wciągnie mnie w koralikową maszynę z powrotem :)

Jeśli chcecie natomiast wiedzieć, jaki drobiazg powędrował do Eli ode mnie zerknijcie, do niej :)

Pozdrawiam wszystkich ciepło :)

sobota, 17 stycznia 2015

Niech żyje bal!

Noworoczne wyzwanie w Szufladzie bardzo przypadło mi do gustu :)
Tym bardziej, iż zakupione komponenty leżały już jakiś czas w mojej szufladzie i czekały na odpowiedni moment :)


Kryształek rivoli zakupiłam sto lat temu; szkiełka pochodzą z jednej z czwartkowych promocji w RS - wraz z nimi kupiłam też wówczas taśmę cyrkoniową i wtedy to powstała myśl, iż róż połączę ze złotem.



I tak to sobie wszystko leżało w pudełeczku i leżało, aż nagle pojawił się impuls i powstał komplet - na bal, na ślub, na komunię, na imieniny i każdą inną okazję ku temu, aby wyglądać pięknie, elegancko i po prostu błyszczeć :).
Co prawda w szyciu wisiora nie wszystko poszło po mojej myśli, ale ...
Komplet zostanie ze mną, więc jakoś przeżyję, iż nie jest doskonały :)


Zdjęcie wyzwaniowe od razu skojarzyło mi się z romantycznym balem debiutantek :)
Dlatego też uznałam, iż biżuteria na taki właśnie bal powinna być dziewczęca, delikatna, ale i strojna - w końcu to wielki bal i wielkie wydarzenie!


Konkurencja w wyzwaniu już jest ogromna, ale cóż tam ... Ustawię się w ogonku do oceny szanownego jury :) I będę się świetnie bawić (nawet do białego rana!) w towarzystwie moich koleżanek (Agi i Kasi), które już na ten bal się wybrały :)

Miłego weekendu :)

czwartek, 14 sierpnia 2014

Gold emerald

Odkąd zakupiłam moje pierwsze rivoli, przepadłam :) Te kryształki mają w sobie coś niesamowitego, coś co nie pozwala przejść obok nich obojętnie :)
I właśnie dlatego zdecydowałam się na kolejną wersję kolczyków - tym razem w cudownym kolorze emerald, który zdecydowanie genialnie wygląda w połączeniu ze złotem.
Zresztą, gdy już poczyniłam zakupy odpowiednich koralików oraz rozpoczęłam szycie, wówczas swoją wersję złota i szmaragdu pokazała Weronika. Wcześniej, w podobnej kolorystyce, swoją cudowną broszkę wykonała Karolina. Nie wykluczam również, iż wśród tylu cudownych wachlarzy Izy, znalazł się i taki w podobnym klimacie ...
Na pewno to połączenie kolorów jest idealne i z całą pewnością niejednemu w duszy grało :)
Tak więc oto i one - moje własne kolczyki, które niejedną premierę mają już za sobą, bo powstały bardzo dawno :)


Po raz kolejny też zdecydowałam się na formę półokręgów, wachlarzy, czy kolczyków w wersji Sherry fans. Jak zwał, tak zwał - plan był na zwykłe okręgi, ale okazało się po prostu, iż zakupiony przeze mnie kawalątek taśmy cyrkoniowej nie obejmie mi całego obwodu kolczyków, więc innej opcji po prostu nie było.


Taśma cyrkoniowa kolorystycznie wkomponowała się w odcień rivoli idealnie i wbrew moim wcześniejszym obawom, wszywało się ja dość przyjemnie.


Po uszyciu kolczyków przyszła pora na dopełnienie kompletu. Pierwotnie miała to być zawieszka, ale zdecydowałam że w moim przypadku bardziej praktyczna będzie bransoleta. Zamówiłam brakujące elementy, w tym dość spory kawałek taśmy cyrkoniowej i ...
I porwałam się na haftowanie :)


Bez planu, bez rysunku, mając przed oczyma uszyte już wieki temu kolczyki, a z tyłu głowy masę ślicznych bransolet, jakie widziałam w sieci :)
Szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam, jak za tak większą formę się zabrać...
Potrzebowałam więc konkretnej inspiracji, i tu za punkt wyjścia obrania jakiegoś kierunku posłużyła mi chyba najbardziej ta bransoletka Izy, choć zerkałam również do jej instrukcji uszycia spinki, zamieszczonej w czasopiśmie Beading Polska.


Napatrzyłam się więc i siadłam do pierwszego elementu - potem była to już zupełna improwizacja i pójście na żywioł, ale nie było wtedy jeszcze poradnika Asi ;)


Jako zwolenniczka raczej prostych form w biżuterii jestem w szoku, że coś takiego udało mi się uszyć, bo błyszczy to to i daje po oczach, ale jest to moja biżuteria na wielkie wyjście, więc niech się świeci :)
Premiera w najbliższą sobotę :)


I jeszcze na koniec, chciałabym pochwalić się, iż za mój wisior w kolorach lata zgarnęłam nagrodę w szufladowym wyzwaniu i oto dotarła, i czeka na wykorzystanie :)


Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam wszystkim przyjemnego wypoczynku w czasie długiego weekendu :)

piątek, 8 sierpnia 2014

Plaża, dzika plaża ...

Korallo ogłosiło konkurs na letnią, lekką i plażową biżuterię, wykonaną w technice sutasz. Jako że ostatnio zatęskniłam za sznurkami, to i tym razem zdecydowałam dać się ponieść emocjom i wskoczyć do konkursu - ot, taka mobilizacja :)


Lekka biżuteria sutasz na plażę w moim wydaniu to proste kolczyki, którym zwiewności nadają koralikowe frędzle :)


Zdecydowałam się użyć tego, co mam pod ręką, ale w kolorach, które mnie z polską plażą się najbardziej kojarzą - padło na żółty piasek i niebieskie, nieraz burzowe, pochmurne niebo (nie to co zagraniczne turkusy i lazury).


Nie zapomniałam też o cudownych zachodach słońca nad naszym ukochanym Bałtykiem, więc ciutkę pomarańczu pasowało wkomponować.


Srebrny sznurek to kolor spienionych fal morza - uwielbiam nie za wielki sztorm nad Bałtykiem - pod warunkiem, że akurat spaceruję sobie brzegiem wzburzonego morza, a nie koleboce mną na jakiejś łajbie :)


I tak oto powstały kolczyki, inspirowane tą oto nadbałtycką plażą



Konkurencja - jak to w konkursach bywa - ogromna, ale jeśli moja interpretacja lekkiej biżuterii plażowej przypadła Wam do gustu, proszę o głos tutaj

W galerii konkursowej znajdziecie też wiele innych wspaniałych prac - niejedna z pewnością skradnie Wasze serca :)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za Wasze odwiedziny :)


czwartek, 31 lipca 2014

Sezon ogórkowy ;)

Sezon ogórkowy w pełni - dosłownie i w przenośni :)
Oddaję się słodkiemu, urlopowemu lenistwu, a w tak zwanym międzyczasie coś dłubię, coś sprzątam i biegam za kotem (o tym na końcu).



Udało mi się nareszcie skończyć naszyjnik do kompletu z tą bransoletką :)



Muszę przyznać, iż nawlekanie tej sekwencji było bardzo męczące i frustrujące (zwłaszcza, gdy okazało się, iż przy ostatniej sekwencji znów zabrakło mi raptem kilkanaście koralików, które po ukończeniu wytworu cudownie się odnalazły), ale efekt wart był zachodu.
I pomyliłam się tylko raz!!!


Kocham Was koraliki 15/0 ;) Chyba muszę się zaopatrzyć w nowe kolorki, bo tyle wzorów mi się podoba...
I jeszcze sesja w plenerze:


Odgrzeję jeszcze kotlety i pochwalę się kilkoma parami kolczyków, które zakwitły mi ostatnimi czasy :)

W srebrze i fioletach:


W złocie i czerwieni:

W złotobłękitach:

A z uwagi na sezon ogórkowy, zbieram własne, przepyszne ogórasy...


... i równie własną, co przepyszną fasolkę szparagową :)


To tak w nawiązaniu do tytułu posta i poprzedniego wpisu o smakach lata :)

A na koniec pochwalę się Wam naszym nowym członkiem rodziny, którego niektórzy z Was już zdążyli poznać :)


Nasza słodka kocia - na imię jej Marlenka i chyba nie muszę dodawać, że odkąd do nas trafiła, jest naszym oczkiem w głowie :)


Jest pocieszna i rozkoszna :)



Ale niech Was nie zmyli mina niewiniątka - są momenty, kiedy to istny diabeł wcielony i dostaje młodzieńczego szału - drżyjcie wówczas stoły, krzesła, kanapy i kwiaty na parapecie (a przy okazji nogi i ręce domowników, którzy akurat się napatoczą) :)


Jednak gdy tylko zrzuca tę łobuzerską szatę, to nie sposób jej się oprzeć. Bo czy można przejść obojętnie obok takiej słodyczy?
Koniecznie trzeba podrapać pod bródką :)


Kończy mi się właśnie pierwszy tydzień urlopu - nie wiem, kiedy i na czym konkretnie (poza bieganiem za kotem i kiszeniem ogórków) minęły mi te dni. Już czuję, że kolejny tydzień minie szybciej i pora będzie wracać do codzienności. Będzie bolało :)
Tymczasem delektując się słońcem (kotem i ogórkami), życzę Wam miłego odpoczynku :)

niedziela, 13 lipca 2014

Copacabana

Czar prysł - Brazylia, której kibicuję na każdym mundialu od kilkunastu lat, poniosła sromotną klęskę :(
Pozostawię ten fakt bez komentarza, gdyż serce boli. Mam tylko nadzieję, że dzisiaj mą południową duszę uratuje Argentyna, ale moja wiara słaba jest i gór raczej nie przenosi ;)
Tyle o piłce.
Dawno nie szyłam niczego z sutaszu i tęsknota za sznurkami zwyciężyła. Gdyby dodać do niej jeszcze uwielbienie dla ciepłych południowych mórz i lazurowych wód, błękitu nieba i temperatury gotującej wodę na asfalcie, to efekt jest tyleż ekscytujący, co zaskakujący :)


Ja osobiście jestem z tych kolczyków bardzo zadowolona - cieszę się, iż kazałam tym turkusowym howlitom czekać tak długo, bo zakupione ostatnimi czasy sznurki w metalizującym, tęczowym kolorze, wpasowały się w nie idealnie. Również maleńkie rivoli Svarowskiego pierwotnie miały mieć inne przeznaczenie, ale bezlitosne ręce, zaopatrzone w nożyczki, spruły bez opamiętania oplot, który przestał się podobać.
Tu moja ekscytacja się kończy, a zaczyna zaskoczenie, gdyż ...


... na moje zadowolenie z w/w kolczyków, pozostała część rodziny (jako pierwszy krytyk mej twórczości) tylko wzrusza ramionami!


Na pocieszenie moje, własna córka, która dotychczas same poematy pod adresem wytworów mych rąk czyniła, dodaje tylko, iż nie są w jej stylu. No, wiecie ...

Na przekór niezrozumieniu mojej rodziny, mnie nadal się podobają i nieustannie wierzę, iż kiedyś przed moimi oczyma takie obrazki nie będą tylko cichym marzeniem :)


Zdjęcie pochodzi z tej strony

Udanego wypoczynku przy niedzieli Wam życzę :)