Po raz kolejny wykorzystałam dopalacza w postaci wyzwania, jakie pojawiło się na nowo odkrytym przeze mnie blogu. Tym razem chodziło o uszycie wisiora według tutorialu opracowanego przez Dora Maar
Pewnie gdyby nie ta właśnie zabawa, nie sięgnęłabym ani po piasek pustyni, ani po ten prosty, choć przecież dający wiele możliwości wzór.
Zarówno peyotową krawatkę, jak i końcówki wyplotłam z koralików.
Zdecydowałam się po raz kolejny na dodanie frędzli - nie mogę się im oprzeć po prostu :)
Zgodnie z wymogami konkursu, pokazać trzeba i plecki pracy - często o tym zapominam przy fotografowaniu :)
Wisior podkleiłam sztuczną skórką w kolorze pomarańczowym, który ładnie współgra z koralikami :)
Całość spoczywa oczywiście na brązowym rzemyku - lubię ten rodzaj nośnika, więc często wykorzystuję go w swoich wisiorach.
Dodam jeszcze, że to nie koniec moich wyzwaniowo-konkursowych sutaszowych prac, i nie koniec frędzli :)
W oryginale wisior prezentuje się znacznie lepiej - nie wiem dlaczego na zdjęciach nie wygląda dobrze, a same fotografie też pozostawiają wiele do życzenia; nie mam jednak siły na walkę z bloggerem.
Pozdrawiam serdecznie :)
P.S. O jacie, już wtorek! Czasoprzestrzenio urlopowa zlituj się nade mną ...