Fluoryt w roli głównej doczekał się swoich pięciu minut jeszcze długo przed świętami. Trafił w dobre i przyjazne ręce natychmiast po tym, jak go wykonałam, dlatego zdjęcia są niestety robione na szybko i w niezbyt sprzyjających okolicznościach przyrody. Było wtedy pochmurno, ciemno, a ja miałam może z 30 sekund na to, by pstryknąć choć kilka zdjęć - słabo więc widać piękno minerału, za to odbijają się w nim rozmaite rzeczy, których absolutnie nie powinno być widać (czytaj okno i moja postać).
Mam nadzieję, że osobie, której przypadł w prezencie, dobrze służy :) W starożytności fluoryty wykorzystywane ponoć były do zapobiegania i leczenia chorób kostnych - z takim kamykiem więc żadne reumatyzmy, złamania, czy zwyrodnienia nie straszne - choć z pewnością lepiej się o tym nie przekonywać :)
I tak sobie myślę, że dawno już żadnego kamyczka nie obszyłam i chyba czas to nadrobić...
Użyłam tutaj: toho 11: metallic amethyst gun; toho 8: metallic iris purple; toho 15: higher metallic grape oraz super duo w kolorze którego nie pamiętam :)